Przejdź do głównej zawartości

Polichty / Brzanka (536 m n.p.m.) / Ostry Kamień (527 m n.p.m.) - Pogórze Ciężkowickie

 

Brzankę miałem w planach już od dłuższego czasu. Plany miały zrealizować się podczas ostatniego wyjazdu, który opisałem tutaj. Jednak pogoda pokrzyżowała dalszą wycieczkę. Skończyłem wtedy na Kokoczu. Ale minął niecały tydzień a ja już byłem na wspomnianej górze, przy okazji dokładając kolejną „setkę” do kolekcji i zaliczając po drodze kilka kondycyjnych przygód.


Zacząłem w centrum Tarnowa, kierując się nad Dunajec. Później wzdłuż rzeki dojechałem do Dąbrówki Szczepanowskiej i Janowic mijając po drodze m.in. wjazd na wieżę widokową oraz winnice. Na wieży byłem dwukrotnie, na winnice przyjdzie czas.

Początek drogi nie jest wymagający kondycyjnie, jedynie sama nawierzchnia dała się we znaki przez deszcz, który padał dość intensywnie poprzedniego dnia. Pokonując kolejne miejscowości dojechałem do podjazdu na Polichty. I tutaj wskazówka – zaopatrzcie się w wodę i coś do przegryzienia ponieważ po drodze nie mijamy zbyt dużo sklepów. Próżno również szukać stacji benzynowych. Podjazd na Polichty nie jest bardzo długi jednak nie ma podczas niego wypłaszczeń także jeśli chcemy go wziąć „na raz” przynajmniej średnia kondycja jest wskazana. Oglądając się do tyłu możemy już oglądać pierwsze ładne widoki. A tych podczas trasy brakować nie będzie. Droga nie jest ruchliwa więc możemy pozwolić sobie na odrobinę rozglądania się bez zatrzymywania. W Polichtach kilka zdjęć, krótki przejazd po lesie (przez wycinkę są tam niesamowite koleiny także jazdy nie należy do przyjemnych). Postój przy kolejnej winnicy i decyzja – pogoda nie najgorsza, zjeżdżam do Gromnika, zaopatruje się w sklepie i ruszam na Brzankę.

Droga do Gromnika to w większości zjazd, szybki asfaltowy zjazd. Jednak jeśli jedziemy pierwszy raz lepiej czasem przycisnąć hamulec ponieważ jest kilka ostrych zakrętów dodatkowo z odsypanym piaskiem. Mnie podczas zjazdu spotkała inna nieprzyjemność. Jechałem w koszulce z zamkiem błyskawicznym. Jadąc sobie spokojnie w dół, mając na budziku około 60 km/h jakiś owad upolował okolice mojego mostka. Nie wiem czy tylko uderzył czy jeszcze zdążył mnie ugryźć ale chyba ta druga opcja ponieważ dosyć silny ból odczuwałem przez kilka kolejnych dni.


W Gromniku znajdziemy większą ilość sklepów, jest też ładny park. Można podładować akumulatory bo przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów będziemy jechać dosyć ruchliwą drogą. Z Gromnika przez Chojnik i Siedliska dojeżdzam do Lubaszowej. Tutaj odbijam w prawo przez most na rzece Białej. Rzut oka na mapę i asfaltową drogą dojeżdżam do „parkingu”. Tutaj zaczyna się droga przez las, samochodem dalej nie można wjechać. Droga jest szeroka, nawierzchnia to ubity szuter, który z czasem jest coraz mniej ubity i trafiamy na coraz większą ilość kamieni i korzeni. Warto uważać. Ja byłem po deszczu i w niektórych momentach przydają się silne ręce żeby nie ześlizgnąć się na jednym z wyżej wymienionych. Oczywiście trasa nadal jest łatwa i amator z przeciętną kondycją sobie poradzi, no ale mnie nie zawsze wystarcza powolna jazda a tym bardziej zsiadanie w trudniejszych momentach. Po około 30 minutach szutrem docieram na szczyt. I tutaj uwaga – szczyt to nie wieża widokowa i schronisko. Szczyt jadąc od strony Lubaszowej jest około 10 minut wcześniej (rowerem). Jest oznaczony tabliczką na drzewie oraz kopczykiem kamieni. Widoczne w galerii poniżej. Od szczytu do schroniska prowadzi nas droga z przewagą piachu, ziemi, kamieni i korzeni. Jest delikatnie w dół i naprawdę można tutaj sobie poszaleć ;)


Po kilku minutach jestem na szczycie. Wieża widokowa – ja akurat nie trafiłem pogody na daleką widoczność. Dookoła jest miejsce na ognisko, kilka tablic informacyjnych. Ale przede wszystkim są już samochody i dla mnie za dużo ludzi. Szybkie zdjęcia i lecimy dalej. A przede mną przednia zabawa. Kieruję się w kierunku Ostrego Kamienia. Jest to szczyt, który mimo że kosztował mnie trochę zdrowia serdecznie polecam o niego zahaczyć. Obszar jest objęty ochroną jako pomnik przyrody nieożywionej. Podobno biwakowali tu Szwedzi a później było to miejsce ślubów i sądów Cyganów. Po szczegóły odsyłam do Wujka Googla, wolę skupić się na drodze. A ta była jedną z trudniejszych ze względu na to jak poprowadził mnie GPS. Polecam sobie wcześniej przyswoić turystyczną mapę żeby nie męczyć się tak jak ja.


Od samej Brzanki droga to bajka. Większości delikatnie w dół, sporo kamieni ale bez obaw można jechać około 35-40 km/h. Widoczność daleka także w nikogo nie wjedziemy. Droga jest szeroka także zawsze będziemy mieli miejsce aby ominąć ewentualną przeszkodę. Ale w pewnym miejscu zaczął się mój problem. Zamiast odbić w prawo, pojechałem zgodnie z zaleceniem GPSa prosto, skręcając w prawo dopiero jakieś 300 metrów dalej. I może szybciej bym się połapał gdyby nie to, że zarówno jedna droga jak i druga była rozjechana przez ciężki sprzęt. To ogólnie zmora naszych lasów i szlaków. Te nie są dobrze oznaczone. Oznaczenia co 20 metrów widziałem w miejscu gdzie nie było kompletnie żadnej innej drogi, a jeśli jest rozwidlenie – oznaczenia nie ma. Droga zaczęła prowadzić pod górę i być coraz gorszej jakości oraz coraz mocniej zarośnięta. W końcu nachylenie, powalone drzewa, pocięte gałęzie uniemożliwiły jazdę. I teraz dwie opcje – zawrócić i poszukać innej drogi albo rower na plecy i wspinamy się. Jako, że nie zawracam, kląc nie tak całkiem pod nosem wtargałem się na górę. Tutaj już normalny szlag obfitujący w kamienie i korzenie ale przynajmniej jasny i logiczny ;)


Dojechałem, porobiłem zdjęcia, zjadłem wszystkie batony jakie miałem, widok z góry choć częściowo zasłonięty przez las jest całkiem przyjemny.


Rower na szczęście dał radę mimo naprawdę, chwilami, ciężkich odcinków. Teraz pozostało zjechać do Ryglic. Trasa przez las jest szybka ale obfitująca w kolejny i dwa ostre skręty. Kogoś bez doświadczenia w szybkich leśnych zjazdach może wyrzucić w drzewa. Ja wielkiego doświadczenia nie mam także hamulec był mi bliski :) Po szczęśliwych i mimo wszystko szybkim zjeździe dojeżdżamy do asfaltu. A tutaj aż się prosi przycisnąć. Nie namawiam do szybkiej jazdy. Ale prędkość 60-70 km/h po noszeniu roweru na plecach wynagradza, oj wynagradza. I tak do samego centrum Ryglic. Rynek jest całkiem ładny. Ładniejszy niż kolejna część trasy, już powrotnej. Między Ryglicami a Zalasową dopadł mnie lekki kryzys. Zero cienia, trasa delikatnie w górę ale przez dłuższy czas, do tego leciałem na oparach wody a do samej Zalasowej (około 7 km) sklepu nie uświadczyłem. W Zalasowej picie, batony i powrót tą samą drogą, którą jechałem ostatnio przy okazji wyjazdu na Kokocz. Także odsyłam do tamtego tekstu :)


Podsumowując trasa w takiej formie jak ja ją pokonałem jest raczej dla średnio – zaawansowanych. Nie jest bardzo wymagająca technicznie jednak zaliczymy podczas niej sporo podjazdów. Zarówno krótkich i stromych jak i tych moim zdaniem bardziej uciążliwych – dosyć łagodnych ale dłuuuugich. Zawsze możemy sobie trasę podzielić na dwie wycieczki – Polichty i osobno Brzanka. Dzięki temu do pokonania zostanie nam jeden podjazd, zjazd i prostą drogą powrót do Tarnowa.

W Siedliskach można również wsiąść do pociągu. Od Gromnika z kolei bardzo blisko jest już do Ciężkowic a tam znajdziemy malownicze Skamieniałe Miasto. Okolica na pewno w kolarskim potencjałem. Oprócz fragmentu Gromnik – Lubaszowa oraz Ryglice – Tarnów na trasie nie ma dużego ruchu. A i na Brzance można zjeść coś na ciepło i się przespać. Ale aktualne godziny otwarcia lepiej sprawdzać na bieżąco, coś tam remontowali, ogólnie no może się pozmieniać.


Na pokonanie całej trasy warto zarezerwować przynajmniej pół dnia, chyba, że ktoś robi tyle zdjęć co ja to wtedy i 3/4 może być trochę za mało.


Zostawiam Was z dosyć obszerną relacją. Pod zdjęciami opisy. Do następnego!

MAPA


Początek drogi wzdłuż Dunajca / Zgłobice

Tak jak pisałem, było mokro ;)

Początek drogi a błoto już miałem wszędzie

Okolice Wróblowic

Podjazd na Polichty, jeszcze miałem ochotę się głupio uśmiechać ;)

Polichty

Panorama, trochę poniżej winnica

Winnica Sucha Góra w Polichtach

Nadal Polichty...

Rozjechany las w Polichtach

I kierunek Gromnik

Rzeka Biała / Lubaszowa

Mapa w Lubaszowej

Początki podjazdu już po szutrze na Brzankę

Tak jak wspominałem - coraz więcej kamieni

Szczyt Brzanki, można przeoczyć ale...

...kopczyk pomoże zobaczyć właściwy szczyt ze szlaku

Czasy oczywiście dotyczą pieszych, stąd do bacówki jest około 5-10 minut rowerem

A trasa zachęca żeby trochę przycisnąć :)

Panorama z wieży widokowej

Stamtąd przyjechałem

Kompletnie idiotyczna mapka

W drodze na Ostry Kamień znowu można poszaleć :)

Ten mini-podjazd bierzemy siłą rozpędu :)

Tu się głupio uśmiecham zamiast pojechać tamtą drogą, tu zaczną się problemy

Początkowo całkiem, całkiem...

...ale im dalej tym gorzej...

...aż rower skończył na moich plecach

Przyjemne to nie było

Pozostała część szlaku na Ostry Kamień już bezproblemowo

No i mamy szczyt

Urokliwe miejsce, oprócz tego głupiego napisu

Selfie ze skałek musi być

Chwilka resetu

Ostatnie zdjęcia

I powoli przygotowanie do zjazdu

Jeszcze rzut oka na częściowo zasłoniętą panoramę

I odrobina przyjemności

Jednak ostrożność wskazana

Ostatni rzut oka na Pogórze Ciężkowickie

W Ryglicach można podziękować, że nic nie złamałem i już droga do domu :)




Popularne posty z tego bloga

Wiślica i Opatowiec / Dolina Nidy

       Ruszyłem z domu w kierunku Żabna, ruch rano na szczęście jeszcze jest mały bo ten wyjazd z Tarnowa do bezpiecznych nie należy. Dosyć szybko przejeżdżam przez centrum Żabna w kierunku Niecieczy nadal drogą krajową. Tutaj można zjechać na poboczne drogi i ominąć ruch ale zależy mi na czasie. Droga do Nowego Korczyna jest już wyremontowana i nie muszę bawić się w objazdy jak przy okazji zeszłorocznego wyjazdu do Buska Zdroju. Przekraczam most na Wiśle i jestem w województwie świętokrzyskim. Tutaj odbijam na rondzie w lewo i kieruję się do Wiślicy. Po drodze przejeżdżam przez Stary Korczyn, robię rundkę wokół kościoła i jadę dalej. Na mapie możemy zobaczyć, że poruszam się prawie cały czas wzdłuż Nidy. Jednak bez drona nie mam zbyt wielu okazji aby zobaczyć rzekę a już na pewno mogę zapomnieć o widoku na zakola, które na mapie prezentują się tak okazale.      Przed samą Wiślicą robię postój na zakupy, przekraczam Nidę i jestem już w centrum Wiślic...

Klimkówka | Zalew Klimkowski 09.2025

       Po obejrzeniu kliku zdjęć z drona i przeczytaniu doniesień o fatalnie niskim stanie wody w Zalewie Klimkówka koniecznie chciałem pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Byłem tam około trzech lat temu więc tym bardziej miałem pogląd na to jak wyglądało to wtedy. Tamten wyjazd rozbiłem na dwa dni, jechałem rowerem górskim. Tym razem w jeden dzień chciałem obrócić tam i z powrotem jadąc na szosie.      Dosyć szybko dojechałem do Ciężkowic zatrzymując się tylko w Gromniku na szybkie zakupy. Za Ciężkowicami, odbiłem na Zborowice i tutaj zaczęła się już dla mnie nowa droga, poprzednio jechałem inną trasą. GPS skierował mnie na ostry, krótki podjazd. I tutaj się dowiedziałem, że tak bezproblemowo jednak nie dojadę. Podjazd na oko miał około 15%, jeden obrót korby, drugi i zgrzyt łańcuch zaczął przeskakiwać. Wiedziałem, że jest już trochę rozciągnięty ale teraz miałem też już pewność, że na ostrych podjazdach będę musiał uważać a nawet zsiadać i prowa...

Krynica i mój najdłuższy dystans | 201 kilometrów

Krynica Zdrój. Zawsze będzie mi się kojarzyła z wyjazdami z dzieciństwa. Z mamą, z babcią, w czasach gdzie noclegów szukało się w gazetach. Minęło ponad 20 lat od tych wyjazdów i Krynica robi wszystko żeby nikt już nie miał takich wspomnień. Przestałem ją lubić przez tą zupełnie nieudaną komercjalizację. Ale kto zna Krynicę z dawnych lat wie o co mi chodzi a tutaj o kolarstwie. Pierwsza myśl pojawiła się jakieś 2-3 lata temu w Ciężkowicach kiedy trafiłem na kierunkowskaz – „Krynica Zdrój 50 km”. W sumie śmieszna odległość. Ale jakoś tak zawsze schodziło, a to początek sezonu i za słaba forma, a to choroba, a to niemiłosierne upały w lecie. Aż w końcu nadeszły święta Wielkiej Nocy 2025 i decyzja zapadła. Jadę do Krynicy. Mam teraz telefon, który działa dość opornie więc trochę skorygowałem trasę. Początkowo miałem jechać przez górki do Tylicza i zjechać do Krynicy. Ale postawiłem na znaną drogę, do której nie potrzebowałem nawigacji. Btw dostałem na urodziny licznik z gpsem więc mam n...