Przejdź do głównej zawartości

Wiślica i Opatowiec / Dolina Nidy

     Ruszyłem z domu w kierunku Żabna, ruch rano na szczęście jeszcze jest mały bo ten wyjazd z Tarnowa do bezpiecznych nie należy. Dosyć szybko przejeżdżam przez centrum Żabna w kierunku Niecieczy nadal drogą krajową. Tutaj można zjechać na poboczne drogi i ominąć ruch ale zależy mi na czasie. Droga do Nowego Korczyna jest już wyremontowana i nie muszę bawić się w objazdy jak przy okazji zeszłorocznego wyjazdu do Buska Zdroju. Przekraczam most na Wiśle i jestem w województwie świętokrzyskim. Tutaj odbijam na rondzie w lewo i kieruję się do Wiślicy. Po drodze przejeżdżam przez Stary Korczyn, robię rundkę wokół kościoła i jadę dalej. Na mapie możemy zobaczyć, że poruszam się prawie cały czas wzdłuż Nidy. Jednak bez drona nie mam zbyt wielu okazji aby zobaczyć rzekę a już na pewno mogę zapomnieć o widoku na zakola, które na mapie prezentują się tak okazale.

    Przed samą Wiślicą robię postój na zakupy, przekraczam Nidę i jestem już w centrum Wiślicy. Rynek jest zielony, są sklepy, są lody. Ja zadowalam się kawą i przejeżdżam na Plac Solny. Kilka zdjęć, trochę filmików i jestem już w drodze do pozostałości po grodzisku. Wierząc tablicom możemy zobaczyć między innymi którędy przebiegało wejście do wspomnianego jak i wyobrazić sobie zarys całego grodziska. Miejsce jest bardzo zadbane, są ławki, jest parking. Jednak na pozostałości oprócz podniesionego poziomu gleby nie mamy co liczyć. Jeszcze kilka zdjęć i wracam na rynek. Tutaj jeszcze chwila odpoczynku i kieruję się do najmniejszego miasta w Polsce, po drodze odwiedzając przystań dla kajaków – Opatowca.

    Na miejscu kieruję się prosto do Kościoła św. Jakuba. Ten jednak częściowo jest remontowany. Toteż pozostaje zrobić dokumentację fotograficzną, odsapnąć chwilę na równie co w Wiślicy, zielonym rynku i skierować się do miejsca gdzie Dunajec wpada do Wisły. Brzeg można nazwać „bulwarem” gdzie również znajduje się parking i ławki.

    Powoli zbliżam się do końca wyjazdu. Około 10 kilometrów do Nowego Korczyna pokonuję szybko i już po drugiej stronie Wisły decyduję na zjazd na WTR (Wiślaną Trasę Rowerową) w kierunku Szczucina. Nie zostaję na niej jednak długo. Po czterech kilometrach zjeżdżam na wiejskie drogi i w drodze powrotnej postanawiam jeszcze odwiedzić Zalipie. Trochę z sentymentu, trochę z ciekawości. To tutaj jechałem pokonując swoje pierwsze 100 kilometrów. Teraz to tylko przystanek na trasie. Dzień jest upalny, toteż jest całkiem sporo turystów. Zwłaszcza przy punktach turystycznych trzeba bardziej uważać, już nawet nie tyle na samochody co na niedzielnych rowerzystów, którzy wszelkie zasady mają za nic. Grunt, że jest drogi ciuch i elektryk. Szybkie pamiątkowe zdjęcia, krótki filmik ze wspomnieniem pierwszej setki i wracam już najkrótszą drogą do domu.

    Trasa sama w sobie jest płaska, dosyć szybka i wygodna. Fakt, że już w ciągu dnia ruch jest spory. Natomiast co do samego Ponidzia – jak wspominałem bez drona ciężko jest w pełni docenić urok tej rzeki. Ale jeszcze na pewno tam wrócę bliżej Grodziska Stradów. Być może wtedy uda się sfotografować pełnię walorów krajobrazowych tej krainy geograficznej.

LINK STRAVA

Grodzisko w Wiślicy

Most w Borusowej na Wiśle

Dobrze znowu zobaczyć Wisłę

I na rondzie od razu w lewo

Kościół św. Mikołaja w Starym Korczynie

Jedna z wielu kapliczek przy drodze

Nidy nie widać, ale z tablicy wiadomo gdzie jestem

Typowe Świętokrzyskie

A tu jeszcze bardziej typowe

Jak widać poczucie humoru władze mają w każdym województwie

Rynek w Wiślicy

W drodze do grodziska

I widok na drugą stronę

W końcu mam Nidę na wyciągnięcie ręki. Dosłownie.

Opatowiec

Kościół św. Jakuba Apostoła w Opatowcu

j.w.

I trochę szczegółów architektonicznych

Zawsze to jakieś osiągnięcie

A tu już Zalipie

Tego nie trzeba chyba podpisywać

Ostatni postój i powrót do domu


Popularne posty z tego bloga

Klimkówka | Zalew Klimkowski 09.2025

       Po obejrzeniu kliku zdjęć z drona i przeczytaniu doniesień o fatalnie niskim stanie wody w Zalewie Klimkówka koniecznie chciałem pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Byłem tam około trzech lat temu więc tym bardziej miałem pogląd na to jak wyglądało to wtedy. Tamten wyjazd rozbiłem na dwa dni, jechałem rowerem górskim. Tym razem w jeden dzień chciałem obrócić tam i z powrotem jadąc na szosie.      Dosyć szybko dojechałem do Ciężkowic zatrzymując się tylko w Gromniku na szybkie zakupy. Za Ciężkowicami, odbiłem na Zborowice i tutaj zaczęła się już dla mnie nowa droga, poprzednio jechałem inną trasą. GPS skierował mnie na ostry, krótki podjazd. I tutaj się dowiedziałem, że tak bezproblemowo jednak nie dojadę. Podjazd na oko miał około 15%, jeden obrót korby, drugi i zgrzyt łańcuch zaczął przeskakiwać. Wiedziałem, że jest już trochę rozciągnięty ale teraz miałem też już pewność, że na ostrych podjazdach będę musiał uważać a nawet zsiadać i prowa...

Krynica i mój najdłuższy dystans | 201 kilometrów

Krynica Zdrój. Zawsze będzie mi się kojarzyła z wyjazdami z dzieciństwa. Z mamą, z babcią, w czasach gdzie noclegów szukało się w gazetach. Minęło ponad 20 lat od tych wyjazdów i Krynica robi wszystko żeby nikt już nie miał takich wspomnień. Przestałem ją lubić przez tą zupełnie nieudaną komercjalizację. Ale kto zna Krynicę z dawnych lat wie o co mi chodzi a tutaj o kolarstwie. Pierwsza myśl pojawiła się jakieś 2-3 lata temu w Ciężkowicach kiedy trafiłem na kierunkowskaz – „Krynica Zdrój 50 km”. W sumie śmieszna odległość. Ale jakoś tak zawsze schodziło, a to początek sezonu i za słaba forma, a to choroba, a to niemiłosierne upały w lecie. Aż w końcu nadeszły święta Wielkiej Nocy 2025 i decyzja zapadła. Jadę do Krynicy. Mam teraz telefon, który działa dość opornie więc trochę skorygowałem trasę. Początkowo miałem jechać przez górki do Tylicza i zjechać do Krynicy. Ale postawiłem na znaną drogę, do której nie potrzebowałem nawigacji. Btw dostałem na urodziny licznik z gpsem więc mam n...