Przejdź do głównej zawartości

Krynica i mój najdłuższy dystans | 201 kilometrów

Krynica Zdrój. Zawsze będzie mi się kojarzyła z wyjazdami z dzieciństwa. Z mamą, z babcią, w czasach gdzie noclegów szukało się w gazetach. Minęło ponad 20 lat od tych wyjazdów i Krynica robi wszystko żeby nikt już nie miał takich wspomnień. Przestałem ją lubić przez tą zupełnie nieudaną komercjalizację. Ale kto zna Krynicę z dawnych lat wie o co mi chodzi a tutaj o kolarstwie.

Pierwsza myśl pojawiła się jakieś 2-3 lata temu w Ciężkowicach kiedy trafiłem na kierunkowskaz – „Krynica Zdrój 50 km”. W sumie śmieszna odległość. Ale jakoś tak zawsze schodziło, a to początek sezonu i za słaba forma, a to choroba, a to niemiłosierne upały w lecie. Aż w końcu nadeszły święta Wielkiej Nocy 2025 i decyzja zapadła. Jadę do Krynicy. Mam teraz telefon, który działa dość opornie więc trochę skorygowałem trasę. Początkowo miałem jechać przez górki do Tylicza i zjechać do Krynicy. Ale postawiłem na znaną drogę, do której nie potrzebowałem nawigacji. Btw dostałem na urodziny licznik z gpsem więc mam nadzieję, że niedługo telefon już w ogóle nie będzie mi potrzebny jadąc w nowe miejsca.

              Ruszyłem z domu o 6.20 w stronę Pleśnej, pierwszy podjazd do Rychwałdu, pod górę wjeżdżało się dobrze bo można było się rozgrzać. Zjazd do Chojnika to już trochę inna historia. Ale zjazd cały czas z prędkością ponad 60 km/h z chmurami w dolinach wynagradza chwilowy chłód. Kolejno przez Gromnik, Ciężkowice (tym razem omijam Rynek i jadę tylko obok Skamieniałego Miasta) dojeżdżam do Bobowej. Te okolice znam już tylko z perspektywy samochodu lub pociągu. Droga jednak jest w całkiem dobrym stanie, największy ruch notuję jeszcze nie przy kościołach a przy myjniach samochodowych. Dziś dzień święcenia więc auta muszą błyszczeć… W Stróżach robię pierwszy postój na małe zakupy. Wjeżdżają dwa batony i jadę dalej. W Grybowie też omijam Rynek i dojeżdżając do Kąclowej zaczynam „górski etap”. Tu praktycznie cały czas pod górę, jednak nie z wielkim nachyleniem przejeżdżam przez Florynkę, Polany i Berest. Wjeżdżam do lasu na słynnego serpentyny przed Krzyżówką. Asfalt tu jest w słabym stanie, ponadto lepiej włączyć oświetlenie bo las jest gęsty i chwilami możemy być słabo widoczni dla kierowców. A górale nie mają raczej w naturze przestrzegania przepisów. Wspinaczka jest dosyć długa ale nie bardzo męcząca. Nachylenie nadal jest dosyć łagodne. Jako, że nie ma zbyt wielu widoków po prostu spuszczam głowę na dół i pedałuję, nie myśląc o tym ile jeszcze mam do przejechania. Po chwili nudy wyciągam aparat, robię sobie jakieś śmieszne selfie i droga jakoś mija. W Krzyżówce w oddali widzę drogę na Nowy Sącz i postanawiam, że tamtędy wrócę. Do znaku Krynica Zdrój dojeżdżam z Tarnowa w 3 godziny i 29 minut. Także szybciej niż pociąg. A swobodnie kilkanaście minut mógłbym jeszcze urwać no ale jechałem nie treningowo a przygodowo więc nie forsowałem tempa. Szybki zjazd do Krynicy Zdrój i jestem w centrum.

              W Krynicy zatrzymuję się po kilka bananów i jadę na deptak. Mimo wczesnej pory, ludzi jest już całkiem sporo. Czuć też górski klimat bo mimo słońca jest naprawdę chłodno. Chwilę jak jaszczurka wygrzewam się do słońca, objeżdżam deptak dookoła, robię kilka zdjęć i wsiadam z powrotem na rower. W samym centrum jestem krótko ale to droga jest celem a nie sama destynacja. Bez większego żalu mijam kolejne zabudowania i w Krzyżówce kieruje się już na Nowy Sącz. Zjazd do Łabowej jest bardzo przyjemny, jednak mocny wiatr skutecznie hamuje moje zapędy do wysokich prędkości. Kolejno przez Maciejową i Frycową dojeżdżam do Nowego Sącza. Przez spory odcinek jadę wygodną ścieżką rowerową, która jest całkowicie oddzielona od ulicy. Kilometrów w nogach mam już całkiem sporo ale mam też dobry dzień i zupełnie ich nie czuję. Planowałem powrót przez Tęgoborze i Just, ale w Wielogłowach zamiast odbić na Kraków pojechałem prosto i tak wjeżdżam na punkt widokowy na Jezioro Rożnowskie od tej strony, którą zawsze pokonywałem w dół. Dwie osoby na szosach wpychają rowery pod górę, nie zazdroszczę bo mieli wpinane buty a chodzenie w nich to raczej słabe doświadczenie. Ja w miarę spokojnie dojeżdżam do granicy między Dąbrową a Wolą Kurowską. Szybkie zdjęcia, spojrzenie na Tatry, mało widoczne ale zawsze i zjazd do Siennej. Podjeżdżam pod hotel Heron, zjeżdżam pod samo jezioro, znów kilka zdjęć no i tu już prosta droga do domu. Po drodze jeszcze jeden podjazd. I akurat wymieniali tam asfalt także przy następnym wyjeździe znowu będzie można poszaleć. Przez Zakliczyn jadę w kierunku domu i tutaj jeszcze trochę pokrążyłem wokół Tarnowa, żeby dobić tego dnia 200 kilometrów.

              Kończę z wyjątkowo dobrym samopoczuciem. Tego dnia robię 201 kilometrów i 1678 metrów przewyższenia. W siodle spędzam 8 godzin i 44 minuty. Bardzo fajna trasa, może chwilami mało widokowa, ale jednak mam okazję „zaliczyć” pewne szosowe klasyki w Małopolsce. Był to też ostatni dłuższy wyjazd z pedałami platformowymi. Krótko po powrocie przerzuciłem się na Look Keo Classic 3. Jak trochę pojeżdżę to na pewno napiszę jak wrażenia.

STRAVA

Pierwsze ładne widoki z Rychwałdu

Na podjeździe nudno więc zdjęcia :)

A to zdjęcie ma zupełnie inny smak niż takie samo, ale kiedy rower przywiózł tu pociąg

Po lewej - Romanówka, Muzeum Nikifora

Podjazd w Wielogłowach, widok na firmę Wiśniowski

A tu już widok na Jezioro Rożnowskie

Jadąc z dwóch stron te znaki oznaczają jedno - spory podjazd mamy już w nogach

Tu widok na jezioro z hotelu Heron

Ale lepsze od hotelu ***** jest to - niezmiennie Dunajec i fotel od kilku lat


Popularne posty z tego bloga

Wiślica i Opatowiec / Dolina Nidy

       Ruszyłem z domu w kierunku Żabna, ruch rano na szczęście jeszcze jest mały bo ten wyjazd z Tarnowa do bezpiecznych nie należy. Dosyć szybko przejeżdżam przez centrum Żabna w kierunku Niecieczy nadal drogą krajową. Tutaj można zjechać na poboczne drogi i ominąć ruch ale zależy mi na czasie. Droga do Nowego Korczyna jest już wyremontowana i nie muszę bawić się w objazdy jak przy okazji zeszłorocznego wyjazdu do Buska Zdroju. Przekraczam most na Wiśle i jestem w województwie świętokrzyskim. Tutaj odbijam na rondzie w lewo i kieruję się do Wiślicy. Po drodze przejeżdżam przez Stary Korczyn, robię rundkę wokół kościoła i jadę dalej. Na mapie możemy zobaczyć, że poruszam się prawie cały czas wzdłuż Nidy. Jednak bez drona nie mam zbyt wielu okazji aby zobaczyć rzekę a już na pewno mogę zapomnieć o widoku na zakola, które na mapie prezentują się tak okazale.      Przed samą Wiślicą robię postój na zakupy, przekraczam Nidę i jestem już w centrum Wiślic...

Klimkówka | Zalew Klimkowski 09.2025

       Po obejrzeniu kliku zdjęć z drona i przeczytaniu doniesień o fatalnie niskim stanie wody w Zalewie Klimkówka koniecznie chciałem pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Byłem tam około trzech lat temu więc tym bardziej miałem pogląd na to jak wyglądało to wtedy. Tamten wyjazd rozbiłem na dwa dni, jechałem rowerem górskim. Tym razem w jeden dzień chciałem obrócić tam i z powrotem jadąc na szosie.      Dosyć szybko dojechałem do Ciężkowic zatrzymując się tylko w Gromniku na szybkie zakupy. Za Ciężkowicami, odbiłem na Zborowice i tutaj zaczęła się już dla mnie nowa droga, poprzednio jechałem inną trasą. GPS skierował mnie na ostry, krótki podjazd. I tutaj się dowiedziałem, że tak bezproblemowo jednak nie dojadę. Podjazd na oko miał około 15%, jeden obrót korby, drugi i zgrzyt łańcuch zaczął przeskakiwać. Wiedziałem, że jest już trochę rozciągnięty ale teraz miałem też już pewność, że na ostrych podjazdach będę musiał uważać a nawet zsiadać i prowa...