Po obejrzeniu kliku zdjęć z drona i
przeczytaniu doniesień o fatalnie niskim stanie wody w Zalewie Klimkówka
koniecznie chciałem pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Byłem tam około
trzech lat temu więc tym bardziej miałem pogląd na to jak wyglądało to wtedy.
Tamten wyjazd rozbiłem na dwa dni, jechałem rowerem górskim. Tym razem w jeden
dzień chciałem obrócić tam i z powrotem jadąc na szosie.
Dosyć
szybko dojechałem do Ciężkowic zatrzymując się tylko w Gromniku na szybkie
zakupy. Za Ciężkowicami, odbiłem na Zborowice i tutaj zaczęła się już dla mnie
nowa droga, poprzednio jechałem inną trasą. GPS skierował mnie na ostry, krótki
podjazd. I tutaj się dowiedziałem, że tak bezproblemowo jednak nie dojadę.
Podjazd na oko miał około 15%, jeden obrót korby, drugi i zgrzyt łańcuch zaczął
przeskakiwać. Wiedziałem, że jest już trochę rozciągnięty ale teraz miałem też
już pewność, że na ostrych podjazdach będę musiał uważać a nawet zsiadać i
prowadzić rower.
Zaraz
jednak wyjechałem na piękne serpentyny i na chwilę mogłem skupić się na pięknie
kolarstwa a nie na problemach. Trasa była malownicza, ponadto po podjazdach czekały
zjazdy z dobrą widocznością także folgowałem sobie z prędkością. I podczas jednego
z tych zjazdów widziałem przed sobą ciągnik i mały korek, ale droga zrobiła się
znowu prosta więc auta zaczęły go wyprzedzać. Byłem na tyle blisko, że decyzja
o wyprzedzeniu była oczywista, jechałem jakieś 50-55 km/h. Czysta formalność,
obejrzałem się do tyłu, czysto, z przodu czysto. I w momencie kiedy czułem już
gówno z jego ciągnika zaczął skręcać w lewo na posesję. I to były ułamki
sekund, hamulce. Momentalnie zblokowało mi tylne koło i nie wytracałem
prędkości na tyle szybko żeby się zatrzymać. Puściłem klamki i albo wszystko
albo nic. Stanąłem w korby, chyba nigdy nie wygenerowałem takiej mocy.
Równoległe wyskoczyłem na chodnik żeby zyskać jeszcze ten metr i o dosłownie
kilka centymetrów przejechałem przed jego maską (czy jak się to w ciągnikach
nazywa). Później w domu analizowałem nagranie bo akurat ten zjazd sobie
nagrywałem. Kierunkowskaz ledwo działał, w słoneczny dzień nie było możliwości
dojrzenia go z odpowiedniej odległości. Mniej więcej jakby jedna dioda miała
nam wskazać drogę w pełnym słońcu. Zeskoczyłem z chodnika, wróciłem na swój pas
i zacząłem się śmiać na głos. Adrenalina jeszcze trzymała. Pojechałem dalej.
I znów
jechało się dobrze i spokojnie aż do kolejnego podjazdu, znowu zgrzyty.
Popróbowałem różnych przełożeń i prędkości, wniosek – nie mogę przekraczać 10
km/h. No kurwa świetnie, ale chociaż może dojadę bez zrywania łańcucha. Dalej
dwa razy musiałem jednak zejść z roweru i parę metrów go podprowadzać. A szkoda
bo kocham jazdę po górach i jeżdżę tak naprawdę dla podjazdów. Zatrzymałem się
jeszcze w sklepie a o tym pamiętajcie – w tamtych okolicach sklep z zimną colą
nie czeka na nas za każdym zakrętem. W końcu dojechałem nad zalew i to co
zobaczyłem faktycznie wyglądało strasznie. Molo nie dość, że w całości było
odkryte to do tafli wody brakowało mu jeszcze ze dwie, trzy jego długości.
Politycy
oczywiście zwalają na zimę a raczej jej brak i mało opadów, ale to chyba każdy
widzi od kilku lat. Prawdziwą przyczyną jest fatalne gospodarowanie zbiornikiem
wiedząc w jakich czasach klimatycznych przyszło nam żyć. A żeby mieć pogląd na
sytuację wystarczy wspomnieć, że zbiornik zaopatruje w wodę Gorlice i Jasło
plus oczywiście pomniejsze miejscowości. Jeśli kogoś temat interesuje odsyłam
jednak do ekspertów bo sprawa komentowana jest dosyć szeroko i to od dłuższego
czasu.
Ja skupiam
się na zdjęciach, kontemplowaniu widoków, coli. Chwila oddechu i zaczynam drogę
powrotną. Wybrałem drogę okrętną tak żeby ominąć większość ostrzejszych
podjazdów. Zatrzymałem się jeszcze na dłuższą chwilę pod Skamieniałym Miastem,
złapałem oddech i pojechałem w stronę domu.
Po
powrocie kupiłem łańcuch, spinki i zmieniłem go po raz pierwszy. Kolejne
mechaniczna umiejętność odblokowana. Ponadto przeszedłem z oliwki na wosk. I
tak sobie myślę, że może zacznę dodawać też wpisy z moich przygód technicznych
bo czasem bywa śmiesznie 😉
PS. Na Stravie
trasa zaczyna się od Zborowic bo przypadkowo zresetowałem sobie aktywność na
liczniku.
Strava i mapa
TIK TOK
 |
| Spojrzenie w kierunku Uścia Gorlickiego |
 |
| Na początek kawa z przelewu i mogę jechać |
 |
| Tu GPS przyświrował, mniej więcej w tym miejscu też usłyszałem pierwsze zgrzyty |
 |
| No i te widoki, które pozwalają zapomnieć |
 |
| Piękne asfalty |
 |
| Jechałem też i takimi pustymi dróżkami |
 |
| A tu dowiedziałem się, że pod górę mogę jechać max 10km/h |
 |
| Były też architektoniczne atrakcje |
 |
| A tu po raz pierwszy raz przecinam Ropę, przy okazji jakoś kombinowałem przy schodzeniu i mało brakowało a nie wypiąłbym się z spd |
 |
| I w oddali pierwszy rzut oka na zalew |
 |
| To co na pierwszym planie ostatnio było pod wodą, w oddali tama |
 |
| To też było pod wodą |
 |
| Wspomniane molo |
 |
| Bez problemu można je teraz obejść |
 |
| Taki sam kadr miałem ostatnio, tylko zamiast trawy była woda i pluskające młode karasie |
 |
| A zmieniając temat w tych lasach tam po drugiej stronie można nocować na legalu z tego rządowego projektu |
 |
| Droga wzdłuż jeziora, która niestety dalej prowadzi donikąd i trzeba nią wracać |
 |
| Tu już w drodze powrotnej |
 |
| Asfalty nadal w super stanie |
 |
| I ostatni chillout pod Skamieniałym Miastem w Ciężkowicach |