Przejdź do głównej zawartości

Klimkówka | Zalew Klimkowski 09.2025

     Po obejrzeniu kliku zdjęć z drona i przeczytaniu doniesień o fatalnie niskim stanie wody w Zalewie Klimkówka koniecznie chciałem pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Byłem tam około trzech lat temu więc tym bardziej miałem pogląd na to jak wyglądało to wtedy. Tamten wyjazd rozbiłem na dwa dni, jechałem rowerem górskim. Tym razem w jeden dzień chciałem obrócić tam i z powrotem jadąc na szosie.

    Dosyć szybko dojechałem do Ciężkowic zatrzymując się tylko w Gromniku na szybkie zakupy. Za Ciężkowicami, odbiłem na Zborowice i tutaj zaczęła się już dla mnie nowa droga, poprzednio jechałem inną trasą. GPS skierował mnie na ostry, krótki podjazd. I tutaj się dowiedziałem, że tak bezproblemowo jednak nie dojadę. Podjazd na oko miał około 15%, jeden obrót korby, drugi i zgrzyt łańcuch zaczął przeskakiwać. Wiedziałem, że jest już trochę rozciągnięty ale teraz miałem też już pewność, że na ostrych podjazdach będę musiał uważać a nawet zsiadać i prowadzić rower.

    Zaraz jednak wyjechałem na piękne serpentyny i na chwilę mogłem skupić się na pięknie kolarstwa a nie na problemach. Trasa była malownicza, ponadto po podjazdach czekały zjazdy z dobrą widocznością także folgowałem sobie z prędkością. I podczas jednego z tych zjazdów widziałem przed sobą ciągnik i mały korek, ale droga zrobiła się znowu prosta więc auta zaczęły go wyprzedzać. Byłem na tyle blisko, że decyzja o wyprzedzeniu była oczywista, jechałem jakieś 50-55 km/h. Czysta formalność, obejrzałem się do tyłu, czysto, z przodu czysto. I w momencie kiedy czułem już gówno z jego ciągnika zaczął skręcać w lewo na posesję. I to były ułamki sekund, hamulce. Momentalnie zblokowało mi tylne koło i nie wytracałem prędkości na tyle szybko żeby się zatrzymać. Puściłem klamki i albo wszystko albo nic. Stanąłem w korby, chyba nigdy nie wygenerowałem takiej mocy. Równoległe wyskoczyłem na chodnik żeby zyskać jeszcze ten metr i o dosłownie kilka centymetrów przejechałem przed jego maską (czy jak się to w ciągnikach nazywa). Później w domu analizowałem nagranie bo akurat ten zjazd sobie nagrywałem. Kierunkowskaz ledwo działał, w słoneczny dzień nie było możliwości dojrzenia go z odpowiedniej odległości. Mniej więcej jakby jedna dioda miała nam wskazać drogę w pełnym słońcu. Zeskoczyłem z chodnika, wróciłem na swój pas i zacząłem się śmiać na głos. Adrenalina jeszcze trzymała. Pojechałem dalej.

    I znów jechało się dobrze i spokojnie aż do kolejnego podjazdu, znowu zgrzyty. Popróbowałem różnych przełożeń i prędkości, wniosek – nie mogę przekraczać 10 km/h. No kurwa świetnie, ale chociaż może dojadę bez zrywania łańcucha. Dalej dwa razy musiałem jednak zejść z roweru i parę metrów go podprowadzać. A szkoda bo kocham jazdę po górach i jeżdżę tak naprawdę dla podjazdów. Zatrzymałem się jeszcze w sklepie a o tym pamiętajcie – w tamtych okolicach sklep z zimną colą nie czeka na nas za każdym zakrętem. W końcu dojechałem nad zalew i to co zobaczyłem faktycznie wyglądało strasznie. Molo nie dość, że w całości było odkryte to do tafli wody brakowało mu jeszcze ze dwie, trzy jego długości.

    Politycy oczywiście zwalają na zimę a raczej jej brak i mało opadów, ale to chyba każdy widzi od kilku lat. Prawdziwą przyczyną jest fatalne gospodarowanie zbiornikiem wiedząc w jakich czasach klimatycznych przyszło nam żyć. A żeby mieć pogląd na sytuację wystarczy wspomnieć, że zbiornik zaopatruje w wodę Gorlice i Jasło plus oczywiście pomniejsze miejscowości. Jeśli kogoś temat interesuje odsyłam jednak do ekspertów bo sprawa komentowana jest dosyć szeroko i to od dłuższego czasu.

    Ja skupiam się na zdjęciach, kontemplowaniu widoków, coli. Chwila oddechu i zaczynam drogę powrotną. Wybrałem drogę okrętną tak żeby ominąć większość ostrzejszych podjazdów. Zatrzymałem się jeszcze na dłuższą chwilę pod Skamieniałym Miastem, złapałem oddech i pojechałem w stronę domu.

    Po powrocie kupiłem łańcuch, spinki i zmieniłem go po raz pierwszy. Kolejne mechaniczna umiejętność odblokowana. Ponadto przeszedłem z oliwki na wosk. I tak sobie myślę, że może zacznę dodawać też wpisy z moich przygód technicznych bo czasem bywa śmiesznie 😉

PS. Na Stravie trasa zaczyna się od Zborowic bo przypadkowo zresetowałem sobie aktywność na liczniku.

Strava i mapa

TIK TOK

Spojrzenie w kierunku Uścia Gorlickiego

Na początek kawa z przelewu i mogę jechać

Tu GPS przyświrował, mniej więcej w tym miejscu też usłyszałem pierwsze zgrzyty

No i te widoki, które pozwalają zapomnieć

Piękne asfalty

Jechałem też i takimi pustymi dróżkami

A tu dowiedziałem się, że pod górę mogę jechać max 10km/h

Były też architektoniczne atrakcje

A tu po raz pierwszy raz przecinam Ropę, przy okazji jakoś kombinowałem przy schodzeniu i mało brakowało a nie wypiąłbym się z spd

I w oddali pierwszy rzut oka na zalew

To co na pierwszym planie ostatnio było pod wodą, w oddali tama

To też było pod wodą

Wspomniane molo

Bez problemu można je teraz obejść

Taki sam kadr miałem ostatnio, tylko zamiast trawy była woda i pluskające młode karasie

A zmieniając temat w tych lasach tam po drugiej stronie można nocować na legalu z tego rządowego projektu

Droga wzdłuż jeziora, która niestety dalej prowadzi donikąd i trzeba nią wracać

Tu już w drodze powrotnej

Asfalty nadal w super stanie

I ostatni chillout pod Skamieniałym Miastem w Ciężkowicach


Popularne posty z tego bloga

Wiślica i Opatowiec / Dolina Nidy

       Ruszyłem z domu w kierunku Żabna, ruch rano na szczęście jeszcze jest mały bo ten wyjazd z Tarnowa do bezpiecznych nie należy. Dosyć szybko przejeżdżam przez centrum Żabna w kierunku Niecieczy nadal drogą krajową. Tutaj można zjechać na poboczne drogi i ominąć ruch ale zależy mi na czasie. Droga do Nowego Korczyna jest już wyremontowana i nie muszę bawić się w objazdy jak przy okazji zeszłorocznego wyjazdu do Buska Zdroju. Przekraczam most na Wiśle i jestem w województwie świętokrzyskim. Tutaj odbijam na rondzie w lewo i kieruję się do Wiślicy. Po drodze przejeżdżam przez Stary Korczyn, robię rundkę wokół kościoła i jadę dalej. Na mapie możemy zobaczyć, że poruszam się prawie cały czas wzdłuż Nidy. Jednak bez drona nie mam zbyt wielu okazji aby zobaczyć rzekę a już na pewno mogę zapomnieć o widoku na zakola, które na mapie prezentują się tak okazale.      Przed samą Wiślicą robię postój na zakupy, przekraczam Nidę i jestem już w centrum Wiślic...

Krynica i mój najdłuższy dystans | 201 kilometrów

Krynica Zdrój. Zawsze będzie mi się kojarzyła z wyjazdami z dzieciństwa. Z mamą, z babcią, w czasach gdzie noclegów szukało się w gazetach. Minęło ponad 20 lat od tych wyjazdów i Krynica robi wszystko żeby nikt już nie miał takich wspomnień. Przestałem ją lubić przez tą zupełnie nieudaną komercjalizację. Ale kto zna Krynicę z dawnych lat wie o co mi chodzi a tutaj o kolarstwie. Pierwsza myśl pojawiła się jakieś 2-3 lata temu w Ciężkowicach kiedy trafiłem na kierunkowskaz – „Krynica Zdrój 50 km”. W sumie śmieszna odległość. Ale jakoś tak zawsze schodziło, a to początek sezonu i za słaba forma, a to choroba, a to niemiłosierne upały w lecie. Aż w końcu nadeszły święta Wielkiej Nocy 2025 i decyzja zapadła. Jadę do Krynicy. Mam teraz telefon, który działa dość opornie więc trochę skorygowałem trasę. Początkowo miałem jechać przez górki do Tylicza i zjechać do Krynicy. Ale postawiłem na znaną drogę, do której nie potrzebowałem nawigacji. Btw dostałem na urodziny licznik z gpsem więc mam n...